poniedziałek, 28 grudnia 2015

Od Brez Kril'a - konkurs

Nadchodzą święta, a ja jak zwykle muszę wcześniej ubierać choinkę  Nienawidzę świąt, a mimo to je obchodzę, bo kto mi zabroni? Nikt.
Poszedłem do lasu na poszukiwanie jakiegoś zacnego drzewka. Dobre trzy godziny łaziłem po tym lesie i znalazłem dorodne drzewko bez skazy, prawie symetryczne i po prostu jak dla mnie idealne. Gdy podszedłem, po drugiej stronie zauważyłem Roxolanne wpatrującą się w drzewo. Czułem jakby patrzyła prosto na mnie, ale taka prawda, że jej wzrok był skupiony tylko i wyłącznie na choince którą sobie i ja upatrzyłem.
-Piękne nie ? - Wyłoniłem się zza drzewa
- Śliczna.
- Właśnie miałem ją ściąć...
- Co?
- No na święta... no chyba, że Ty ją chcesz. - drygnąłem głową
- Nie, weź ją. 

Wow. Lanne odstąpiła mi czegoś - zaśmiałem się
- Bywa... - westchnęła
- Co jest? - Po klaczy było widać, że coś się dzieje, tylko co? No tak. Jej rodzina to głównie stado, które zniknęło, a z nimi świąt nie może spędzać. Jeszcze jest Snow Flame, która nie obchodzi świąt. Żal mi się Roxo zrobiło.
- Nic. - odpowiedziała
- Jak uważasz. Może chcesz wpaść do mnie? Nie narzucam się..?
- Serio? Mogę? - w jej pięknych oczach od razu błysnęło małe światełko
- No jasne. Pomożesz mi ze wszystkimi przygotowaniami i spędzisz ze mną te święta?
- No okey. - Klacz nie dała upustu swoim emocjom, ale w środku się cieszyła. No, a ja nie musiałem robić wszystkiego sam. Szliśmy lasem, ja z przerzuconą przez grzbiet choinką.
- Czemu mnie zaprosiłeś?
- Bo nie chce mi się robić wszystkiego samemu.
- Tak?
- Och, no dobra wygrałaś! Zrobiło mi się ciebie żal, bo nie masz z kim spędzić świąt.. To znaczy nie miałaś, teraz już masz.
- Aha- odrzekła wymownie. No i tyle z rozmowy. Całą drogę szliśmy w ciszy, przerażającej ciszy.
- Wow, duży ten twój dom...
- No tak trochę.
- Dawno tu nie byłam. - stwierdziła
- Jeśli mnie nie odwiedzasz...
- Dobrze wiesz, że nie będę odwiedzać, a ten raz jest wyjątkiem.
-  Czemu?
- Bo mam takie postanowienie. - Przyjaciółka wryła swój wzrok w drzwi i przeniosła go na mnie - Dlatego, żeby się do nikogo nie przywiązać.
- Boisz się, że ktoś zawładnąłby twoim sercem?
- Nigdy!
- Oj, Roxo. Mi wszystko możesz mówić.
- Dobra chodź już bo zimno. - rozkazała
- Dobrze. - wzruszyłem ramionami.

 Weszliśmy do mojego apartamentu, a tam panowała taka chłodna atmosfera. Postawiłem choinkę przy oknie gdzie lubię siedzieć i obserwować przywódczynię.
- To gdzie masz bombki ?
- Eeee... yyy... szczerze mówiąc to nie pamiętam
- Jak można nie pamiętać gdzie się ma bombki ?
- Yyy... hello! To jest duży apartament, który jeszcze ma dalszą część w górze. Czyli coś jak jaskinia z apartamentem.
- No fakt, a w jakiej części mogą być ?
- Chyba wszystkie w gniewie rozwaliłem...
- Brez! No dobra chodź, zrobimy małe zakupy. - rozkazała ciepłym, ale stanowczym tonem głosu
- No ok. - Heh, nie dałem po sobie poznać, że strasznie mi się spodobał pomysł z zakupami. Lubię wydawać mój hajs, a jak mam być tam z Roxolanne to ach! Taki zaszczyt.


Chodziliśmy po Bassalcie i szukaliśmy. Mnóstwo bombek ,a klacz chodziła i ciągle szukała. Tak jak by miały być specjalne, nagle podeszła z czarną bombką. Miała ona na sobie kreski z brokatu inicjujące łodygi i diamenciki inicjujące listki.
http://czasnawnetrze.pl/i/dz04MDAmaD04MDA=/7c05c7b7/38490-czarne_bombki_sparkle_flamboyani_home_you.jpg 
- Śliczne?
- Tak
- Tylko ci je chciałam pokazać
- Czemu?
- Bo cena - westchnęła
- To dla mnie nie robi różnicy, daj je.
- Ale...
- Nie kłóć się ze mną.
Posłusznie włożyła je do koszyka i poszła szukać dalej . Po chwili wróciła z nieco skromniejszymi bombkami .
 http://www.art-pol.pl/upl/app/products/183568-big.jpg
- Te nie byłyby aż takie drogie.
- Ojej, ale ja poważnie mówię, że dla mnie to bez różnicy.
Roxo włożyła je do koszyka z uśmiechem i lekkimi rumieńcami. Chodząc tak zobaczyłem bombki w sam raz dla mnie .
http://nawiedzona.pl/wp-content/uploads/2013/12/Xmas-Decs-R2.jpg
- To wszystko? - Spytałem
- Nie jeszcze różne inne dodatki jak światełka.
- Okey, ale my tylko choinkę robimy, a resztą domu zajmą się moi służący.- Klacz wzdrygnęła się na te słowa - Po tym mają już dość długo wolne. Tylko przychodzą coś ogarnąć, ale to na luzie .
- Yhym...
Szliśmy wzdłuż kolejnych ozdób na choinkę , łańcuchy etc. Moja przyjaciółka wszystko sama powybierała, a gdy już kupiliśmy wszystko przy wyjściu coś zwróciło jej uwagę. To było małe stoisko gdzie można było zrobić własną bombkę. Poczekałem na nią. Bawiła się w to, a gdy wróciła pokazała mi swoją.
http://static.zakumaj.pl/data/store/2014/11/900d9df7-98b0-0f5d-cdfe-34c74c5465f2/stepfbc59c06-2368-f100-41a8-93e14f1f9501_large.jpg
- I co?
- Ładna
- Będę mogła ją u ciebie gdzieś powiesić?
- Jasne.
Ucieszyła się i przytuliła mnie mocno.
- Sorry... za dużo się dziś dzieje
- A co się działo ?
- Nic. - rzuciła
- Powiedz. 
- Byłam w biurze i sklejałam do siebie kolejne tropy odnośnie rodziców.
- Oj rozumiem


Gdy byliśmy już u mnie, Roxo ubrała choinkę i dostrzegła coś za oknem.
- Co to?
- Co?
- No Ty widzisz stąd mnie, co robię u siebie.
- Może, a to coś złego ? - przewróciłem oczami
- Specjalnie?
- Nie odpowiada się pytaniem na pytanie. Tak, specjalnie, bo widzę tu całe stado.
- Yhy - 
Przyłączyłem się do ubierania choinki . Gdy skończyliśmy, światełka nadały ciepły i przytulny nastrój. W tle leciała spokojna melodia : kliknij tu by jej wysłuchać
Padający za oknem śnieg spadał w rytm melodii i przypomniały mi się moje pierwsze święta w stadzie. Nie były one miłe, ale były z mamą i tatą , a raczej wiecznie niewidzącym mnie ojcem. Zawsze wolał udawać , że mnie nie ma. Nigdy z jego ust nie usłyszałem "Jesteś dobrym synem", " Kocham cię synu", "Jestem z ciebie dumny". On zawsze był kimś dla mnie obcym, a zarazem tak bliskim. Zawsze bił matkę, był uzależniony... Nikt nie wiedział co się dzieje u nas, a moja mama nikomu tego nie mówiła. Kiedyś już miałem tego dość i uciekłem ze stada. Niestety pewne zachowania odziedziczyłem po ojcu... ale bez tych wszystkich jego zboczeń. Uczyłem się, zarabiałem, a w połowie wróciłem bo coś mnie tu do stada przyciągało. Roxo? Mama ? Nie wiem, ale wróciłem jako dorosły i wtedy bliżej poznałem Roxo , więc odpada , że dla niej wróciłem. Raczej do mamy, by nic jej się nie stało. No, ale tata się nawrócił, szkoda, że mnie nie chciał znać, bo niby odwróciłem się od niego uciekając. Potem już było rodzeństwo, które z tego co wiem zostało zamordowane przez ludzi. Szkoda mówić ... Matka zdechła ze starości , a ojciec ze smutku pił i zapił się na śmierć. Gdy tylko się o tym dowiedziałem wróciłem do nauki tak jak mama chciała i zacząłem zarabiać miliony by swojej rodzinie zapewnić dobrobyt.
- Teraz ci pokażę co jeszcze zrobiłam w sklepie. - Przywódczyni wyrwała mnie z moich myśli.
- Co ? No pokaż.
 http://inspiracjeonline.pl/wp-content/uploads/2013/11/choinka-z-pi%C3%B3r.jpg
- Piękna choinka?
- To jest śliczne!
- Tak uważasz?
- No!
- Gdzie Ci to postawić?
- Sama zadecyduj.
- Ok

 Postawiła choinkę w centralnym miejscu salonu, pewnie specjalnie by każdy ją widział. Hehe może to i dobrze. Jest śliczna i warta pokazywania.
- A gdzie tą bombkę którą zrobiłam?
- Mam dla niej kilka miejsc, ale o tym gdzie będzie zadecyduje jedno.
- Co?
- Robiłaś ją specjalnie dla mnie?
- No, taki miły gest.
- Okey.
Wziąłem bombkę od klaczy i ruszyłem wzdłuż długiego korytarza , na jego końcu znajdowały się drzwi do mojej sypialni. Niepewnie za mną do niej weszła. Nachylam się nad łóżkiem i tuż nad poduszkami zawieszam bombkę, tak by zasypiając móc na nią patrzeć. Lanne się nieswojo czuła w mojej sypialni... nic dziwnego , jej jest zrobiona najprościej, a moja wymyślna i mroczna. Na ścianach plamy krwi, ale nikt nie wie czy prawdziwe czy nie, no oprócz mnie.
- Dobra chodźmy do salonu - Powiedziałem odrywając od niej wzrok 

- Dobrze.
- Prowadź.
Zamknąłem drzwi na klucz by nikt się nie szwendał po mojej sypialni, to taki mój schron gdzie nikt mnie nie widzi. Nikogo tam nie było, oprócz służby domowej. 
Usiadłem padnięty na sofie, a Roxo stała jak bez duszy. - Nigdy nie jadłam pierników świątecznych. - Odwróciła głowę w moją stronę i dusza do niej wróciła. - Zrobimy pierniczki? No proszę...?
- Heh dobrze.
- Dziękuję.
Klacz ucieszona jak małe dziecko poszła, STOP pobiegła do kuchni, a ja zaraz za nią. Wyjąłem potrzebne rzeczy, a ona się wzięła za robienie.
- Mam jeszcze od mojej mamy przepis na pierniczki. - Siwa klacz wyczarowała przepis na stole, ale nie otwierała kartki. Stała jak wryta, ale po chwili wzięła go i zaczęła czytać . - Potrzebujemy: 

  • 1 kg mąki
  • 1 margaryna
  • 3 jajka i 3 żółtka
  • 1 słoik miodu sztucznego
  • 20 dkg cukru
  • pół szkl. oleju
  • 1 łyżeczka amoniaku
  • 2 łyżeczki sody
  • 10 dkg śmietany
  • 1 opakowanie przyprawy do piernika
  • Lukier:
  • 1 białko
  • 1 szkl. cukru pudru
  • barwniki spożywcze
- Ok wszystko masz w tej kuchni. 
- Dobrze, sposób przygotowania :  Jajka i 3 dodatkowe żółtka ubić z 10 dkg cukru. Z pozostałego cukru zrobić karmel. Na suchej patelni roztopić cukier i poczekać aż lekko się zrumieni. W tym czasie na małym ogniu rozpuścić margarynę i wymieszać ją ze słoikiem miodu. Do miski przesiać mąkę z amoniakiem i sodą, dodać przyprawę, śmietanę, olej, wystudzoną margarynę z miodem, karmel i utarte z cukrem jaja. Wszystkie składniki dokładnie wymieszać. Ciasto przykryć i pozostawić na noc. Następnego dnia ciasto rozwałkować i wykrawać różne kształty. Piec w piekarniku rozgrzanym do 170 stopni C. przez ok. 15 min. w zależności od grubości ciasta. W trakcie pieczenia pierniczków, przygotować lukier. Białko zmiksować z cukrem pudrem, dodać niewielką ilość barwnika. Upieczone pierniczki maczać w lukrze i pozostawić do wyschnięcia. 
- To bierzemy się do robienia. 

Po upieczeniu i lukrowaniu wyszło nam około 10 dużych misek. Wyglądały apetycznie, a po całym apartamencie unosił się ich zapach .
 http://bi.gazeta.pl/im/0e/53/10/z17120270M,Pierniczki.jpg 
- Teraz je zamknij pod kluczem bo zjem je wszystkie - Powiedziałem 
- Heh to stracisz swoją formę.
- Trudno są takie kuszące jak ich twórczyni ....
Roxolanne tylko się uśmiechnęła. Z rumieńcami wyglądała tak ślicznie pomimo iż w swojej siwej grzywie miała wszystkie składniki pierniczków. Przez ten czas otworzyłem i nalałem nam po lampce wina. 
- Proszę.
- Dziękuję, ale nie piję. 
- Nie? - zdziwiłem się
- Nie teraz, nie mogę. 
- Ciąża? - Przeraziło mnie te słowo choć sam je wypowiedziałem.
- Nie nie, tylko ja do domu pijana nie pójdę, jeszcze ten śnieg i potężny wiatr... 
- A kto powiedział, że musisz wracać? 
- A stado?
- Ej możesz sobie zrobić wolne, po za tym nic się nie dzieje takiego pracusiu!
- W sumie...
- No właśnie. 
- Okey, ale Ty na kanapie ?
- Heh spokojnie. 
Razem z nią patrzeliśmy na padający śnieg za oknem  i popijaliśmy wino . Ukradkiem przyglądałem się jej , całe szczęście nie widziała . Wziąłem trochę pierniczków na talerzyk i ją poczęstowałem, były przepyszne. Klacz zaczęła się powoli kłaść bo była lekko zmęczona, ja już leżałem. Gdy zamknąłem oczy odpłynąłem. Obudziłem się z wtuloną Roxo. Była około 21. Powoli oswobodziłem się i zaniosłem ją do mojej sypialni. Sam poszedłem pod prysznic. Wróciłem do sypialni i położyłem się obok niej, przytuliłem ją i patrząc na jej bombkę zasnąłem.

Gdy wstałem następnego dnia ona jeszcze spała. Zamknąłem leciutko drzwi żeby jej nie obudzić i poszedłem do kuchni zrobić sobie kawę. Przez okna wpadały promienie słońca, które aż raziły mnie po oczach. Radosny usiadłem z kubkiem kawy na sofie gdzie wczoraj sobie spałem z Roxo wtuloną we mnie. O wilku mowa, a wilk tu. Do pokoju wszedł rzeczony wilk trzymający rzeźbę z trzema medalikami :
http://photos02.istore.pl/40202/photos/big/37137903.jpg

http://photos02.istore.pl/40202/photos/big/37137905.jpg  
http://photos01.istore.pl/40202/photos/big/37137902.jpg 
- Po co ci to ? - Spytała 
- Bo jak byłem zarabiać daleko stąd, to mój nauczyciel zawsze mi mówił, żebym w pierwszym etapie się uśmiechnął, w drugim nigdy nie tracił nadziei, a w trzecim chwytał dzień... no, a potem gdzieś był i ludzie go złapali i zaprowadzili na rzeź.
- A czemu serca? 
- Bym to zapamiętał w sercu , a nie samej głowie. 
Klacz odłożyła rzeźbę i nalała sobie kawy. Siedzieliśmy rozmawiając o wszystkim i o niczym , ale rozmowa sama w sobie mnie interesowała, nie przez temat, ale przez to, że prowadzę rozmowę właśnie z nią. 

Gdy miałem trochę wolnego czasu zamówiłem dla niej prezent pod choinkę . Piękny wisiorek :
Ona uwielbia motyw łapaczy snów.
Gdy weszła do pokoju, wszystko szybko zamknąłem, żeby nic nie widziała.
- Chcesz się może przejść?
- A stado?
- Zapomniałaś, że ja mam daleko do wszystkiego i nie znajdą nas tu. 
- W sumie masz racje.
- To chodź. - rozkazałem
Wyszliśmy w ten nawet nie tak mroźny dzień. Pod kopytami skrzypiał nam śnieg. Niespodziewanie dostałem śnieżką, Otrzepałem się i popatrzyłem w stronę z której została rzucona. Zobaczyłem Roxo całą rozśmianą.
- O ty! - Rzucam się za nią w pogoń. 
- AAAA!!!! - Krzyczy śmiejąc się. 
- Ja ci dam we mnie rzucać śnieżkami.
- Najpierw mnie złap!
Goniłem ją pomiędzy drzewami dając jej zdystansować pomiędzy nami odległość. Ona się zatrzymała, a ja w nią wpadłem i razem stoczyliśmy się z góry po śniegu. Mocno przytuliłem ją osłaniając przed uderzeniami. Gdy już stoczyliśmy się do samego podnóża góry leżałem na plecach, a ona na moim brzuchu patrząc na mnie. Ta chwila była cudna, a przynajmniej mogła by trwać całe wieki.
- Hihi nic ci nie jest ? -zapytała
- Nie nic, a tobie ?
- Też nic, tylko trochę zimno.
- To chodź wracamy do mnie. Tam będzie ci ciepło.
- Okey

Rozpaliłem w kominku i w mig było już ciepło . Zrobiłem nam po gorącej czekoladzie.
- Mogę u ciebie jeszcze spać?  - spytała
- Oczywiście.
- Dziękuję... po prostu nie chcę od innych otrzymywać zaproszeń do siebie na wigilię.
- Spoko, rozumiem.
- Mam nadzieję , że to nie będzie problem...
- Nie, no co ty.
- To dobrze, bo nie chcę się narzucać.
- Znowu śpisz ze mną?
- Co?
- Nie udawaj. Spałaś ze mną i jakoś nie rzucałaś się.
- Ty mnie podglądasz jak śpię.
- Tak... I od jakiegoś czasu chyba masz koszmary.
- Można tak powiedzieć.
- Opowiesz co ci się śni?
- Nic takiego... Ja jestem z Martwych Ziem i ktoś na mnie napada , a ostatnie co widzę to ty z jakąś klaczą.
- Aha
Tak trochę nie rozumiałem czemu to tak na nią wpływało. To, że ją napadli? Była bezbronna? Nie ruszyłem na pomoc? Klacz... Już wiem o co chodzi. Lanne nie chce się mieszać w związek, ale nie chce by ktoś był u mego boku inny niż ona.
- Roxo?
- Tak?
- Mogę... To trochę głupie.
- No?
Nie chciałem się jej pytać czy mogę ją pocałować, po prostu to zrobiłem. Pocałowałem ją, ale szczęście. Mogłem za to wylecieć czy coś... bo nie bardzo mnie lubiła. To taka krucha granica między nienawiścią, a  miłością. He ?! Całowaliśmy się tak namiętnie, jeszcze z żadną klaczą tak nie miałem. Roxo mnie tak intrygowała, jedyna która oparła się mocy, a jednak się zakochała?! ŻE CO?!! Oderwałem się i spojrzałem w jej oczy.
- Sorry - Powiedziałem
Ona nic nie mówiła , a tylko wróciła do całowania, wręcz się rzuciła na mnie . Lecz do niczego więcej nie doszło....





Słowa od przywódczyni: Brez.. Dodaję te opowiadanie na konkurs,.. ze względu na konkurs, ale wiedz, że gdybyś nie była Tobą, to bym Cię za te opowiadanie zabiła.. :') 

Kolejny ogier!

Heh... kolejny.. :') Witamy i życzymy Ci wielu cudownych opowiadań :)


Imię: Darwen
Płeć: ♂
Wiek: 5 lat
Rasa: Koń 
Hierarchia: Wojownik
Cechy charakteru: Darwen jest niezwykle uczciwym i pracowitym koniem. Wszelkie zadania i obowiązki wykonuje z wielką dokładnością. Cechuje go również ambicja w dążeniu do celu. Jest niezwykle uczuciowy a owe uczucia wylewają się z niego litrami. Rzadko się zdarza, aby dbał o własne dobro, bo jest zajęty pomaganie i wspieraniem innych. Za rodzinę gotów byłby oddać własne życie, tak samo jak na rzecz stada.
Rodzina: 
MATKA - Eleanore
OJCIEC - Maximus
BRACIA - Colombus[*], Red 
Partner: Na razie nie szuka partnerki, ale może się to zmienić.
Historia: Darwen urodził się nad Złotym Potokiem w nieznanej większości koniom krainie. Wiódł tam spokojne życie. Był najmłodszym synem swoich rodziców, którzy bardzo go kochali i pomagali mu jak tylko mogli. Jego najstarszy brat, Columbus był przywódcą wojsk stada, a Darwen i Red byli jego wojownikami. Kiedy rozpoczęła się jedna z bitew, bracia walczyli ramię w ramię w obronie stada, lecz kiedy zauważono, że sytuacja staje się beznadziejna, Columbus, jako generał, odesłał większość swoich żołnierzy, w tym swoje rodzeństwo do domu, a sam został na placu boju. Red jednak został przy najstarszym bracie i walczył, kiedy Darwen w pośpiechu opuszczał pole bitwy i wracał spokojnie do domu. Po trzech dniach, jego rodzina dowiedziała się, że Columbus zginął bohaterską śmiercią w obronie stada przed najeźdźcami, a drugi brat jest ciężko ranny. Wtedy ogier zdecydował się na odejście ze stada i samotną wyprawę w głąb lądu. Przemierza świat przez wiele miesięcy w poszukiwaniu własnego miejsca na ziemi i tak znalazł stado Heaven Hooves.
Nadzwyczajne umiejętności: 
- Potrafi przenosić przedmioty za pomocą siły woli
- Umie przemieszczać się z miejsca na miejsce z prędkością światła
- Może zmienić się w dowolnego konia, którego widział kiedykolwiek w swoim życiu.
Pochwały/Upomnienia: 0/0 
Właściciel: Herbatnik.

niedziela, 27 grudnia 2015

Od Roxolanne C.D. Reamonn

Klacz nic już nie powiedziała. Celowo milczała czekając na jego reakcję. W końcu odpuścił i ułożył się do snu. Zaakceptował ją. Powieki Lanne robiły się coraz cięższe. Zasnęła.

Rankiem, obudziła się jako pierwsza. Wstała szybko i rozprostowała kości. Zerknęła na śpiącego konia po czym na jej twarzy pojawił się dziwny grymas. Było koło czwartej, może piątej nad ranem.
- Woooaaah. - ziewnęła, założyła płaszcz i ruszyła galopem przez las. Zatrzymała się dopiero nad urwiskiem na którym pożegnała księżyc.
- Dobranoc towarzyszu. - uśmiechnęła się.
- Roxolanne! - usłyszała znajomy głos. Był to Brez machający z dołu.
- Hej! Co ty tu robisz? - klacz widocznie ucieszyła się z możliwości porozmawiania z przyjacielem.
- Zawsze o tej porze wychodzę na dwór, bo tylko wtedy mogę zobaczyć to, czego tak wiele koni nie widzi. Zachód księżyca. - wyjaśnił gdy znalazł się obok niej.
- No widzisz? - zachichotała. - Idziesz na śniadanie?
- Właśnie miałem..
- No to w takim razie idziemy razem. - oznajmiła. Humor dzisiaj bardzo jej dopisywał. Dzień zaczął się pięknie. Czy to nie dziwne, że było tak gdy nie było obok niej Reamonn'a? - Smacznego, Brez.


*********

Schody zaczęły się dopiero po południu gdy klacz szła w stronę swojej jaskini. Tuż przed nią pojawił się ostry słup ciemnego dymu. Zaczął on rosnąć i dziurawieć. Roxo zrobiła pewny krok do tyłu i patrzyła na mgłę układającą się w kształt rosłego konia.
- Acoose. - stwierdziła na przywitanie.
- Hihih. Roxolanne. Pani! - zaśmiał się tchórz robiąc przy tym ukłon.
- Witaj. - odparła niechętnie. - Co Cię tu sprowadza? - zapytała chcąc mieć niechcianego gościa z głowy jak najszybciej.
- Chciałbym porozmawiać z Tobą o moim synu.
- No tak.. - westchnęła. - Do rzeczy. Nie żebym Cię spławiała, ale mam dużo spraw...


*********


- Czego on chciał? - Gdy tylko Bóstwo tchórzostwa odeszło, tuż przy klaczy pojawił się znajomy jednorożec.
- Rey? Co ty tu robisz? - klacz uniosła brew. - Słyszałeś o czym mówił?
- Nie. - Pomachał przecząco głową
- To dobrze. Chyba.. -  Lanne zamknęła oczy i zakołysała się niebezpiecznie.
-Wszystko okay? - zapytał ogier.
-N-nie.. Nie wiem. Muszę iść. - odwróciła się, ale Reamonn szarpnął ją za ogon.
- Nie idziesz. Widzę, że coś Ci jest.
- Nic mi nie jest. - powiedziała poważnie. - ale muszę Ci coś powiedzieć. Coś, co całkowicie odmieni Twoje życie.


Musi dowiedzieć się prawdy

Rey?

Nowości!

Zapraszamy wszystkich członków stada do zajrzenia na stronę z questami i konkursami, gdzie czekają Was questy i nowy konkurs z wysokimi nagrodami! ^^



~~Wasza Roxolanne

Nowy członek!

Do stada powraca Brez Kril! Witamy z powrotem przyjacielu! <3 


Imię: Brez Kril
[ oznacza to dosłownie "bezskrzydły" po słoweńsku. Mów do niego Brez lub Kril, albo całym zwrotem]
 Płeć: ♂ 
Wiek: 4 lata
Rasa: Jednorożec 
Hierarchia: Doradca przywódcy, Mag
Cechy charakteru: Brez to cwany i pewny siebie jednorożec. Zazwyczaj trzyma się z daleka od wszystkich, a jeśli już kogoś spotka, to nie rozmawia długo, tylko idzie sobie tam.. gdzie nikogo nie ma. Jeśli chodzi o znajomość z nim, to dzieli się na cztery etapy. W pierwszym będziesz tylko zwykłym koniem, który może zginąć, a jego to nie ruszy. Brak szacunku. W drugim będziesz znaną przez niego osobą na którą nie zwraca większej uwagi, ale już ufniej będzie z Tobą przebywać. W trzecim jednak dostaniesz możliwość skracana jego imienia. Będzie darzył Cię szacunkiem i stanie się o wiele milszy, weselszy i przyjacielski. Czwarty i ostatni etap to ten, w którym będzie normalnie z Tobą rozmawiał. Pozwoli Ci na głębsze poznanie i spokojne rozmowy bez zmieniania tematu. Dodatkowy, bardzo rzadki etap to tzw. "Best Friends" lub zauroczenie. Będzie częściej z Tobą przebywa, śmiał się. Stanie się wesoły i miły, a nawet wskoczy za Tobą w ogień.  Nie myśl, że jest popychadłem. Kril z natury posiada w sobie dużo sarkazmu. Ma satyryczne podejście do życia. 
                                                                                               Rodzina: Sierota
Partner: -
Historia: Jednorożec urodzony w niewoli. Uciekł i trafił do hodowli. Z inicjacji ludzi pojechał na roczny trening na którym przybrał piękną rzeźbę. Gdy wrócił, znowu uciekł i dołączył w złotym wieku HH. Po jakimś czasie uciekł. Całe życie uciekał? Nie. Wtedy dał radę wrócić z powrotem. Stąd nie musi się ewakuować. Koń często zmienia się w człowieka. a raczej rzadko przybiera postać jednorożca. Uważa, że tak jest o wiele bezpieczniej. Mieszka również w domu.
 Nadzwyczajne umiejętności: 
- Zaawansowana magia
- lewitacja łączona ze zmiennokształtnością
- Jeśli zechce, zawsze znajdzie dobrą drogę. Nie tylko fizycznie, ale też duchową. 
Pochwały/Upomnienia: 0/0
Właściciel: Berneńczyk

piątek, 18 grudnia 2015

Od Reamonn'a CD Roxolanne

-Roxolanne? - spytałem zdziwiony jej zachowaniem i spojrzałem na klacz. Spodziewałem się wszystkiego, ale tego nie. - Nie boisz się mnie? - próbowałem się odsunąć i wyrwać, ale z pozoru wielka skała dla dwóch koni była tak mała, że każdy ruch groził upadkiem.
- Po co się pytasz drugi raz? - powiedziała nadal mocno mnie trzymając.
- Drugi? - przyjrzałem się jej głowie przykrytej przez bujną grzywę.
- Yhym. Pierwszy raz spytałeś się jak przyszłam ciebie odwiedzić na Cmentarzu. 
- Faktycznie. - mruknąłem i spojrzałem się przed siebie. Mój wzrok powiódł wzdłuż tafli wody. W blasku słońca odbijającym się w jeziorze ujrzałem pływające ryby. Wydawał mi się wręcz, że ich ruchy przypominają podwodny taniec.
- I moja odpowiedź się nie zmienia. - dopowiedziała po jakimś czasie klacz.
- A co z tą furiatką? - spróbowałem zmienić temat na lżejszy. Chciałem też jak najszybciej uwolnić się z jej uścisku i odejść. Uwolnić bo prawdę mówiąc było mi tak nie wygodnie i miałem lekkie problemy z oddychaniem. Odejść, ponieważ kiedy się uspokoiłem chciałem tylko położyć się spać.
- Ember - powiedziała cicho Roxo. - Nie nazywaj jej tak bo jeszcze się zemści. I tak cię nie lubi - ostrzegła mnie poważnym głosem.
- Wszyscy Bogowie mnie nie lubią - prychnąłem i wykonałem nagły ruch, aby uwolnić się z jej uścisku. Kiedy jednak to zrobiłem, moje przednie kopyta znalazły się na krawędzi kamienia. Przez kilka sekund za pomocą dziwnych ruchów próbowałem utrzymać równowagę i jednocześnie jej nie zrzucić. Nie udało się jednak. Ze świstem poleciałem w dół. Chwilę potem dało się słychać głośny plusk, a w powietrze poleciała chmura wody. Przy brzegu było płytko, więc po wynurzeniu mogłem spokojnie stanąć, a wody sięgała mi do trochę po wyżej kolan. To jednak nie uchroniło mnie przed zamoczeniem się. Stałem pod skałą wyglądając jak zmokła kura, tak że gdyby nie płaszcz niemożliwym byłoby odróżnienie mojego ogona od mojej głowy pokrytej grzywą.
- Reamonn? Nie dopada cię furia mordu? - Roxo wyjrzała za krawędź skały, lekko przestraszona pytając z zatroskanym głosem. W końcu ostatnio furię dostałem, kiedy wpadłem z nią do wodospadu. Prychnąłem i zaśmiałem się pod nosem.
- Jedyne co mnie teraz może dopaść to przeziębienie.
- Nie żartuj sobie, okej? - powiedziała poważnym głosem.
- Spadaj - mruknąłem pod nosem.
- Co mówiłeś? - klacz nie usłyszała co powiedziałem więc przybliżyła się do krawędzi. Niestety przybliżyła się trochę za bardzo, ponieważ po chwili ona również zaczęła tańczyć taniec 'równowagi' i po podobnym rezultacie poszybowała w powietrze. Ja jednak z moim refleksem zdążyłem odsunąć się z jej pola lądowania. Kiedy usłyszałem równie głośny plusk jak mój, poczułem wodę oblewającą moją głowę. Zignorowałem to jednak. W końcu i tak bardziej mokry nie mogłem być.
- Uważaj - powiedziałem powoli. W odpowiedzi usłyszałem bulgotanie, ponieważ ta część pysku klaczy 'rozpłaszczonej' w wodzie, która odpowiada za mowę była zanurzona. - Aha. Czyli mocy lewitacji nie masz - skomentowałem krótko odwracając pysk. - Ale za skok dałbym ci 8 punktów - na pysku wystającym spod mojej gęstej, długiej, oklapłej grzywy pojawił się uśmiech.
- Reamonn... - wybulgotała spod wody.
- Woah. Fajna pelerynka - zbliżyłem się do niej i dotknąłem pyskiem płaszcza. Kiedy dokładnie zbadałem jego zapach załapałem materiał w psyk i jednym ruchem zerwałem z klaczy. Następnie założyłem go na siebie dokładnie poprawiając. Kiedy uznałem, że jest w porządku spojrzałem w stronę wody, aby dokonać ostatecznych poprawek. W jednej chwili Roxolanne zerwała się jak oparzona.
- Oddawaj! To jest płaszcz Bogów! - krzyknęła skacząc w moją stronę. Ja jednak ponownie zwinnie uniknąłem jej ataku. Klacz wylądowała w wodzie, tym razem jednak na nogach.
- A co? Nie zaliczam się? - spytałem.
- To ty już wiesz? - Roxo odwróciła się zdziwiona w moją stronę. Przez chwilę grzebałem w pamięci próbując sobie przypomnieć o co mogło jej chodzi.
- Niby o czym? - odparłem zaciekawionym głosem.
- Nieważne - ucięła. Uznałem, że nie warto kontynuować tego tematu. Naprawdę miałem ochotę się przespać. Ziewnąłem przeciągle.
- Yaaaawn. Przespałbym się. Nie spałem już od dwóch dni - mruknąłem zaspanym głosem.
- Może cię odprowadzę żebyś nie zasnął po drodze? - to nie było pytanie. To był rozkaz. Nie mogąc więc sprzeciwić się pokiwałem głową, ponownie ziewając i udałem się za nią w stronę Cmentarza. Właściwie to właśnie w tej chwili było niedawno po wschodzie słońca, czyli zaczynał się dzień. Czułem jednak, że to nie przeszkodzi mi w zaśnięciu.
Kiedy dotarliśmy na Cmentarz byłem już tak zmęczony, że padłem na ziemię. Prawie zasnąłem kiedy nagle poczułem coś ciepłego na moim boku. Resztkami sił walcząc ze snem otworzyłem ciężkie powieki i podniosłem głowę. Ku mojemu zdziwieniu ujrzałem kępę czarnych włosów. Obok mnie leżała biała klacz.
- Um... Roxo?

<Roxolanne>

Od Roxolanne C.D. Reamonn

Klacz właściwie nie wiedziała do końca dlaczego w ogóle zaczęła szukać swojego 'przyjaciela', dlaczego wybiegła z domu zakładając jedynie granatowoczarny płaszcz i pod osłoną nocy udała się na cmentarz. Myślała, że te pytania już zawsze pozostaną bez konkretnej odpowiedzi. Nie szukała go długo. Właściwie księżyc wskazał jej drogę jakby prosząc o przebaczenie win i pozwolenie na powrót na nieboskłon. W końcu stała pomiędzy wiekowymi drzewami przypatrując się jak Rey uśmiecha się pod nosem, a jego grzywa i peleryna jak zawsze powiewa. Westchnęła cicho i poczuła jak wiatr sam pcha ją do przodu. Tajemniczo wyłoniła się na światło księżyca, który właśnie teraz na jej rozkaz wstał. Jej płaszcz wyglądem przypominał 'magiczną' pelerynę nekromanty. Był na tyle długi, że wlókł za sobą 'ogon' a materiał spływał po nogach tego, kto go nosił, nie wspominając o wygodnym kapturze, który na pozór ukrywał oczy klaczy, a jednak sprawiał że widziała wszystko. Gdyby nie sytuacja, w jakiej się znajdowali, to skupiłabym się na tym jak przywódczyni stada wyglądała, bowiem była to jedna z tych na które warto było patrzeć. Spod płachty materiału wychylały się kaskady długiej, dobrze wyczesanej przez Ember grzywy, która dodawała stojącej Roxo równie tyle uroku co zwisający aż do podłoża ogon. W końcu przywódczyni przypomniała sobie jeden z powodów dlaczego tu przyszła. Westchnęła cicho.
- Reamonn? - zapytała dla pewności czy to na prawdę on, czy raczej morderca, który się w nim budził. Nic nie mówił. Mimo jego wcześniejszych zachowań, klacz chciała utrzymać z nim jakikolwiek w tym momencie kontakt. Zamknęła oczy, i ujrzała list pisany przez Acoose. Wzięła głęboki oddech i stanęła obok konia. Niepewnie oparła się o jego bok i przytuliła go zamykając mocno oczy. Dopiero wtedy Rey drgnął.

Reamonn? Sry za krótkie. Piszę z telefonu :x