Sfrunęłam lekko przed młodego ogiera. Zlustrowałam go udając poważną. Czemu udawałam? Bo było mi smutno jak spojrzałam na jego torbę- totalna żenada. Powinnam przerwać swoje przeżywanie tego, co zauważyłam, bo nie było na to czasu. Muszę donieść Snow Flame o tym, że mamy gościa. Pewnie i on zdecyduje się dołączyć do naszego stada. Ja też nie jestem tu długo, więc nie będę tak samotna jeżeli chodzi o nierozgarnięcie w terenie.
- Skąd przybywasz, Amaretto? - zapytałam poważnym tonem.
- Emm... Z Telrain'u. -odpowiedział z delikatnym uśmiechem na pysku.
- Ale śmieszne... - prychnęłam - Z Telrain'u jest tutaj każdy. Jakieś bardziej szczegółowe informacje?
- No... Bo ja... - jąkał się ogier nie wiedząc co powiedzieć - Eh... A jak Ty się nazywasz?
- Nie ze mną takie gierki, dobrze? Aczkolwiek wypadało by się przedstawić. Jestem Vessiere Del Gévieve. Z rodu pegazów w południowej części naszego kraju. - oznajmiłam i uwodzicielsko zatrzepotałam rzęsami.
Jednak na ogierze nie zrobiło to większego wrażenia i przeszedł do tłumaczenia się- nadal ze sprawa pochodzenia.
- Wygnali mnie ze stada! - powiedział trochę wściekły na mnie.
Widziałam na jego pysku grymas oznajmiający, że Amaretto jest zniesmaczony moją osobą, ale szybko mu przeszło. Nie potrafił się porządnie wściec, w porównaniu do mnie. Ogier wziął kolejny łyk wody z wodospadu. Ja z resztą też. Zaschło mi w gardle po tej, jakże, ciekawej rozmowie. Gdy ogier skończył pić uśmiechną się do mnie i powiedział:
-...
<Amaretto?>
środa, 27 stycznia 2016
wtorek, 26 stycznia 2016
Od Khaona do Brez Kril'a
Nagle otworzyłem oczy i poczułem przenikliwy chłód- nie fizycznie lecz psychicznie. Właśnie uświadomiłem sobie, że mój kolega, Reamonn, nie żyje. Umarł, ale chyba tak jest dla niego lepiej. Mimo wszystko go polubiłem. A Roxolanne? Nie poznałem jej, tak na dobrą sprawę, ale zawsze ja szanowałem. W końcu była przywódczynią. Teraz jest nią Snow Flame. Ciekaw jak sobie poradzi... I jeszcze Kukulkan. On mnie nigdy nie lubił. Z reszta z wzajemnością. Aczkolwiek brakuje mi tego gryzienia rogów, złośliwych zaczepek... Jednak trzeba się z tym pogodzić.
Wtem usłyszałem pukanie do drzwi. Leniwie zwlokłem się z mojego posłania, spojrzałem na zegar w kuchni i podszedłem do drzwi. Spojrzałem przez tę pamiętną szparę w drzwiach. Tyle wspomnień w jednych drzwiach... Ale teraz to takie ważne. Więc uchyliłem drzwi i już w całej okazałości zobaczyłem Snow Flame.
- Chciałabym ogłosić, że...
- Tak, wiem: Reamonn nie żyje, a Roxolanne odeszła z Kukulkanem i już nigdy tu nie wróci. Przykre, lecz prawdziwe. - nie dałem jej dokończyć i zatrzasnąłem drzwi
Poczułem smutek. Rzadko mi się to zdarza, a jeżeli już to wtedy, gdy ogarnia mnie on całego i nie daje spokoju. Na podłogę z desek spadła moja łza. 'Chlast!' Raz po raz można było usłyszeć ten dźwięk. I ponowne pukanie do drzwi oraz melodyjny głos Snow Flame.
- Wszystko w porządku? Haloo?!
Nie odpowiadałem. Jednak teraz usłyszałem stukot kopyt. Odgłos był coraz to głośniejszy, ktoś się zbliżał. Dało się usłyszeć głos jakiegoś ogiera.
- Czemu tutaj tak stoisz? Coś się stało...?
Wtem usłyszałem pukanie do drzwi. Leniwie zwlokłem się z mojego posłania, spojrzałem na zegar w kuchni i podszedłem do drzwi. Spojrzałem przez tę pamiętną szparę w drzwiach. Tyle wspomnień w jednych drzwiach... Ale teraz to takie ważne. Więc uchyliłem drzwi i już w całej okazałości zobaczyłem Snow Flame.
- Chciałabym ogłosić, że...
- Tak, wiem: Reamonn nie żyje, a Roxolanne odeszła z Kukulkanem i już nigdy tu nie wróci. Przykre, lecz prawdziwe. - nie dałem jej dokończyć i zatrzasnąłem drzwi
Poczułem smutek. Rzadko mi się to zdarza, a jeżeli już to wtedy, gdy ogarnia mnie on całego i nie daje spokoju. Na podłogę z desek spadła moja łza. 'Chlast!' Raz po raz można było usłyszeć ten dźwięk. I ponowne pukanie do drzwi oraz melodyjny głos Snow Flame.
- Wszystko w porządku? Haloo?!
Nie odpowiadałem. Jednak teraz usłyszałem stukot kopyt. Odgłos był coraz to głośniejszy, ktoś się zbliżał. Dało się usłyszeć głos jakiegoś ogiera.
- Czemu tutaj tak stoisz? Coś się stało...?
<Brez Kril?>
Od Darwen'a C.D Snow Flame
Ogier przez chwilę stał cicho i wsłuchiwał się w dialog między dwoma klaczami. Snow była cała w skowronkach, lecz druga pegazica nie podzielała jej entuzjazmu. Wręcz była lekko przestraszona i zdezorientowana postawą Snow.
Darwen szukał widoku takiej klaczy w swojej pamięci. Zastanawiał się chwilę nad tym, po czym nagle ją sobie przypomniał. Jak nie mógł pamiętać narzeczonej Columbus'a, która nią była jeszcze parę miesięcy temu! Jedna z córek tamtejszego zielarza, Argusa. Praktycznie każdy ogier z poprzedniego stada się w niej podkochiwał!
- Snow... Ja ją znam... - odezwał się nieśmiało Darwen.
Klacz wytrzeszczyła oczy, a jej źrenice się jakby powiększyły.
- Skąd? - zapytała roztrzęsionym głosem.
- I nie jestem do końca pewny, czy ona na pewno jest twoją siostrą... - to zdanie wypowiedział niemal szeptem.
- Jak to nie jest?! Oczywiście, że jest! - krzyknęła pegazica.
- Darwen, ja wszystko wytłumaczę. Daj mi czas - rzuciła błagalnym tonem Eleanore.
- Wy się znacie?! - wykrzyknęła Snow i otarła łzy zbierające się w kącikach oczu. - Jeśli to żart, to wyjątkowo nieudany.
Wzbiła się szybko w powietrze i pofrunęła w stronę Wodospadu.
- Snow Flame, wracaj. Proszę - krzyczał ogier w jej stronę. Kiedy nie otrzymał odpowiedzi znów krzyknął. - Snow, błagam...
Klacz jednak go nie słuchała. Darwen zaczął za nią galopować, a Eleanore leciała za nim. Musieli dogonić pegazicę. Zatrzymali się przed domem Khaon'a. Ogier zapukał trzy razy energicznie w drzwi.
- Już idę, idę - mówił ospale lokator chatki.
Otwierając drzwi oparł się o komodę.
- Czego?
- Potrzebne mi jest coś na uspokojenie. Najlepiej coś mocnego i działającego natychmiast.
Khaon zignorował wypowiedź ogiera i wpatrywał się w jego towarzyszkę.
- Niezłą sobie klacz przygruchałeś, kochasiu - powiedział szaman wskazując kopytem na Eleanore.
- To... stara znajoma. Dawno się nie widzieliśmy i postanowiła mnie odwiedzić - Co z resztą po części było prawdą.
Tylko uniósł lekko jedną brew i wszedł do domu w poszukiwaniu ziół. Zaglądając do wnętrza, Darwen zauważył skromnie umeblowany dom z 4 pomieszczeniami. Salonem, kuchnią, łazienką i sypialnią.
Po minucie szaman wrócił z ziołami zapakowanymi w szary papier.
- Korzeń amarantusa i kwiat piołunu - powiedział od niechcenia. - Wrzuć do kubka i zalej ciepłą wodą.
I już ogier zatrzasnął drzwi od swojego domu. Tyle go widzieli. Pędem ruszyli do chatki Darwen'a, przechodząc po niej jak tornado w poszukiwaniu termosu. W końcu znaleźli i Eleanore wszystko zalała wrzątkiem. Ogier złapał herbatę i ruszył nad Wodospad.
Tak jak się spodziewał, zastał tam Snow, która cicho płakała z głową schowaną pod skrzydłem. Podszedł do niej i lekko szturchnął, po czym podał jej termos.
- Wypij, a będzie Ci lepiej - powiedział spokojnie.
Czekał teraz na reakcję klaczy.
Darwen szukał widoku takiej klaczy w swojej pamięci. Zastanawiał się chwilę nad tym, po czym nagle ją sobie przypomniał. Jak nie mógł pamiętać narzeczonej Columbus'a, która nią była jeszcze parę miesięcy temu! Jedna z córek tamtejszego zielarza, Argusa. Praktycznie każdy ogier z poprzedniego stada się w niej podkochiwał!
- Snow... Ja ją znam... - odezwał się nieśmiało Darwen.
Klacz wytrzeszczyła oczy, a jej źrenice się jakby powiększyły.
- Skąd? - zapytała roztrzęsionym głosem.
- I nie jestem do końca pewny, czy ona na pewno jest twoją siostrą... - to zdanie wypowiedział niemal szeptem.
- Jak to nie jest?! Oczywiście, że jest! - krzyknęła pegazica.
- Darwen, ja wszystko wytłumaczę. Daj mi czas - rzuciła błagalnym tonem Eleanore.
- Wy się znacie?! - wykrzyknęła Snow i otarła łzy zbierające się w kącikach oczu. - Jeśli to żart, to wyjątkowo nieudany.
Wzbiła się szybko w powietrze i pofrunęła w stronę Wodospadu.
- Snow Flame, wracaj. Proszę - krzyczał ogier w jej stronę. Kiedy nie otrzymał odpowiedzi znów krzyknął. - Snow, błagam...
Klacz jednak go nie słuchała. Darwen zaczął za nią galopować, a Eleanore leciała za nim. Musieli dogonić pegazicę. Zatrzymali się przed domem Khaon'a. Ogier zapukał trzy razy energicznie w drzwi.
- Już idę, idę - mówił ospale lokator chatki.
Otwierając drzwi oparł się o komodę.
- Czego?
- Potrzebne mi jest coś na uspokojenie. Najlepiej coś mocnego i działającego natychmiast.
Khaon zignorował wypowiedź ogiera i wpatrywał się w jego towarzyszkę.
- Niezłą sobie klacz przygruchałeś, kochasiu - powiedział szaman wskazując kopytem na Eleanore.
- To... stara znajoma. Dawno się nie widzieliśmy i postanowiła mnie odwiedzić - Co z resztą po części było prawdą.
Tylko uniósł lekko jedną brew i wszedł do domu w poszukiwaniu ziół. Zaglądając do wnętrza, Darwen zauważył skromnie umeblowany dom z 4 pomieszczeniami. Salonem, kuchnią, łazienką i sypialnią.
Po minucie szaman wrócił z ziołami zapakowanymi w szary papier.
- Korzeń amarantusa i kwiat piołunu - powiedział od niechcenia. - Wrzuć do kubka i zalej ciepłą wodą.
I już ogier zatrzasnął drzwi od swojego domu. Tyle go widzieli. Pędem ruszyli do chatki Darwen'a, przechodząc po niej jak tornado w poszukiwaniu termosu. W końcu znaleźli i Eleanore wszystko zalała wrzątkiem. Ogier złapał herbatę i ruszył nad Wodospad.
Tak jak się spodziewał, zastał tam Snow, która cicho płakała z głową schowaną pod skrzydłem. Podszedł do niej i lekko szturchnął, po czym podał jej termos.
- Wypij, a będzie Ci lepiej - powiedział spokojnie.
Czekał teraz na reakcję klaczy.
<Snow Flame?>
Od Amaretta do...
Pogodny... Zimowy poranek. Idealny czas, na przechadzkę, zwłaszcza, że obudziłem się ze złym nastrojem. Bardzo tego nie lubię, wolę być pogodny i wesoły - tak, jak zawsze... no może prawie. Odkryłem zielonkawy, stary koc, z dzieciństwa, który służy mi przez już niecałe 3 lata. Dość długo. Chwyciłem go zębami i włożyłem do równie zielonej jak i starej torby, przerzuconej przez ramię. Wyszłem z jaskini, w której przenocowałem. Pod czas mojej wędrówki zwiedziłem dużo miejsc. Tego ranka postanowiłem jednak przejść się do Wodospadu Devo - można tam sobie spokojnie zjeść i napić się. Szybkim i żwawym kłusem zbliżałem się do celu mej wędrówki. Słyszałem już szum wodospadu, wystarczyło przedrzeć się przez małą gęstwinę drzew. U moich kopyt nie było już ziemi, tylko kamień. A szkoda, bo mam wrażenie, że po ziemi chodzi się o wiele przyjemniej. Lecz cóż, to nie czas na narzekanie. Zwolniłem do stępa i zbliżyłem się do wodospadu. Zaczerpnąłem łyk świeżej wody, którą tak bardzo lubię. Jednak jakieś ostrzegawcze pytanie przerwało moje rozmyślania:
- Kim jesteś? - Odwróciłem się.
- Zwę się Amaretto. - Ujrzałem konia.
- Kim jesteś? - Odwróciłem się.
- Zwę się Amaretto. - Ujrzałem konia.
<Koniu? Jak potoczy się dalsza część rozmowy? Naturalnie może być klacz, lub ogier.>
Amaretto
Powitajmy kolejnego ogiera! :)
Imię: Amaretto
Płeć:♂
Wiek: 4 lata
Rasa:Koń
Hierarchia: Zaklinacz
Cechy charakteru: Niekiedy ciekawski, ale spokojny ogier, który potrafi opanować język i próbuje nie robić nikomu przykrości. Jak na towarzyskiego ogiera przystoi, zawsze porozmawia ze znajomą osobą znajdującą się w pobliżu. Kłótnia - oto coś, co nienawidzi Amaretto. Zawsze próbuje jak najszybciej zgładzić konflikt. Dla wrogów jest bezlitosny, ale ktoś musi mocno mu się narazić, by być jego wrogiem. Jest bardzo dobrym pocieszycielem, pomoże w trudnej sytuacji, czy też błachostce. Dla niego każda sprawa ma swoją wagę. Nie lubi być lekceważony, uważa, że każdy ma swoją wartość. Rodzina go porzuciła, był to dla niego wielki cios, więc lubi, gdy inni czują się dobrze - nie chce, aby inni odczuli ból samotności. Nie potrafi wybaczyć rodzinie, która i tak go nie chce.
Rodzina:
OJCIEC: Arcadio
Matka: Acapella
Rodzeństwo: Arabian Night (brat), Arabian Day (sioatra)
Partner: Nigdy nic nie wiadomo...
Historia: Urodził się w stadzie jednorożców. Tak, jednorożców. Raz na 1000 lat, zdażało się, że jeden z potomków pary Alfa urodzi się jako zwykły koń - oznaczało to przekleństwo, mówiono, że taki koń naniesie zagładę na stado. Po ukończeniu wieku źrebięcego wygnano go ze stada. Od tamtej pory wiódł życie koczownika, póki nie dołączył do HH, gdzie pragnie zostać już na zawsze.
Nadzwyczajne umiejętności:
~ Zna język każdej istoty - Potrafi porozumieć się z każdym, z roślinami i innymi zwierzętami również.
~ Lewitacja - W głębokim stanie skupienia unosi się nad ziemią.
~ Panuje nad siłami przyrody
Pochwały/Upomnienia: 0/0
Właściciel: Kirla
poniedziałek, 25 stycznia 2016
Od Snow Flame C.D. Darwen
Gdy wypili sok, ruszyli z powrotem w stronę drzwi. Wyszli z Bassaltu i powoli kierowali się do stada. Podczas spaceru miało zdarzyć się coś, co już na zawsze miało zmienić świat klaczy. Mianowicie gdy szli lasem, nie stąd ni zowąd prosto z nieba spadła przed nich biała postać.
- Boże, nic Ci ie jest? - zapytała przejęta Snow.
- Jaki tam Boże? - uśmiechnęła się nieznajoma klacz. - Nic mi nie jest. Dzięki. - patrzyła w dół. Flame znała skądś ten głos. Co prawda brzmiał teraz jakby był przeprowadzony przez jakieś przesłodzone sito, ale był bardzo podobny. Zmierzyła klacz wzrokiem. Czy to możliwe, aby była to jej siostra? Eleanore jaką znała, była zwykłym karym koniem z runami na całym ciele, a dziewczyna która stała przed nią była siwa.. wręcz cremello o dwóch parach skrzydeł, z długą grzywą pozaplataną w niedbałe warkoczyki i wlekącym się za nią ogonem. Jedyna rzecz, jaka wskazywała jakiekolwiek podobieństwo tych dwóch klaczy, to błękitne runy rozciągające się po jej bladym ciele.
Dopiero, gdy spojrzały sobie w oczy, wszystko stało się jasne. Snow mocno przytuliła zdezorientowaną klacz.
- Eleanore! To na prawdę Ty! - krzyknęła przez łzy.
- Hę? Skąd wiesz jak mam na imię? - biała klacz odsunęła się na bezpieczną odległość.
- T-ty przecież jesteś.. Madame.. Eleanore.. Isabelle?
- A ja się pytam: skąd mnie znasz? - zapytała niczego nieświadoma. Czyżby straciła pamięć? Właśnie wtedy do rozmowy dołączył Darwen.
Darwen? Ale namieszałam :v
- Boże, nic Ci ie jest? - zapytała przejęta Snow.
- Jaki tam Boże? - uśmiechnęła się nieznajoma klacz. - Nic mi nie jest. Dzięki. - patrzyła w dół. Flame znała skądś ten głos. Co prawda brzmiał teraz jakby był przeprowadzony przez jakieś przesłodzone sito, ale był bardzo podobny. Zmierzyła klacz wzrokiem. Czy to możliwe, aby była to jej siostra? Eleanore jaką znała, była zwykłym karym koniem z runami na całym ciele, a dziewczyna która stała przed nią była siwa.. wręcz cremello o dwóch parach skrzydeł, z długą grzywą pozaplataną w niedbałe warkoczyki i wlekącym się za nią ogonem. Jedyna rzecz, jaka wskazywała jakiekolwiek podobieństwo tych dwóch klaczy, to błękitne runy rozciągające się po jej bladym ciele.
Dopiero, gdy spojrzały sobie w oczy, wszystko stało się jasne. Snow mocno przytuliła zdezorientowaną klacz.
- Eleanore! To na prawdę Ty! - krzyknęła przez łzy.
- Hę? Skąd wiesz jak mam na imię? - biała klacz odsunęła się na bezpieczną odległość.
- T-ty przecież jesteś.. Madame.. Eleanore.. Isabelle?
- A ja się pytam: skąd mnie znasz? - zapytała niczego nieświadoma. Czyżby straciła pamięć? Właśnie wtedy do rozmowy dołączył Darwen.
Darwen? Ale namieszałam :v
Vessie!
Witamy astronomkę, prześliczną Vessiere!
Imię: Vessiere Del Gévieve
Na wyższym stopniu w jej hierarchii możesz mówić do niej Vessie lub Vess
Płeć: ♀
Wiek: 6 lat
Rasa: Pegaz
Hierarchia: Astronom
Cechy charakteru: Vessiere jest dość miła- oczywiście na swój sposób. Zazwyczaj jest dość zrzędliwa i nie potrafi przestać komentować z tą jej ironią w swoim niskim głosie. Jest ona również uparta i zawsze ona wypowiada ostatnie zdanie. Pomimo jej cech charakteru jest ona bardzo pracowita i dopina wszystko na ostatni guzik- musi być perfekcyjnie. I teraz wychodzi, że jest ona perfekcjonistką z prawdziwego zdarzenia. Jej dom musi być też udekorowany, schludny i wysprzątany. Nie dopuszcza do siebie kiczowatych rzeczy i podąża za trendami. Jeżeli chodzi o miłość, to może być dość trudno, aczkolwiek potrafi się (do niektórych) przekonać.
Rodzina: Pochodzi ona z rodu Del Gévieve z południa Telrain'u.
MATKA: Verrirne Del Gévieve
OJCIEC: Vastero Del Gévieve
BRACIA: V Del Gévieve, Vastero Jr Del Gévieve, Véreno Del Gévieve
SIOSTRY: Veriesse Del Gévieve , Vengreve Del Gévieve
Partner: Jeżeli coś wpadnie w jej oczko i rozprowadzi po nim zachwyt, to stać może się wszystko...
Historia: : Vessiere urodziła się w bogatym, pegazim rodzie na południu Telrain'u. Jako źrebię wiodła dobre, spokojne życie. Była jedną z czterech córek Verrierne i Vastero Del Gévieve. Była ona najstarsza, więc szybko wszystkie przywileje dostały jej siostry i bracia. Na nią spadły wszystkie obowiązki. Poza nauką i obowiązkami nie widziała świata, bo nie miała na inne rzeczy czasu. I tak płynęły lata, a Vessiere dorastała. Pewnego dnia przyszedł czas na opuszczenie stada i swojego domu rodzinnego. Po kilku tygodniach szukania dogodnego miejsca do życia znalazła się w Heaven Hooves Forever.
Nadzwyczajne umiejętności:
• Łatwe rozpoznawanie członków stada tylko po głosie.
• Telepatia.
Pochwały/Upomnienia: 0/0
Właściciel: •ThePsychicalPony•
Subskrybuj:
Posty (Atom)
